Justyna Żak od kilkunastu dni unika grupy. Wszystko zaczęło się od tego, że jako jedyna nie otrzymała upragnionych życzeń wielkanocnych od najbliżej jej osoby - chłopaka Pawła. Później Wielki Brat przygotował dla wszystkich zadania, w których główne role odgrywały zwierzęta. Jak można się domyślić, dla walczącej weganki było to nie do pomyślenia. Ale to wciąż nie wszystko.

Kolejny dramat rozegrał się, gdy w ubiegłą niedzielę program opuścił Łukasz Darłak. Odejście chłopaka sprawiło, że w niektórych mieszkańcach obudziła się chęć zaistnienia i wyrzucenia z siebie tego, co przez kilka tygodni w sobie dusili. Z ust kilku z nich padły obraźliwe słowa, którymi opisywano Łukasza. Mało tego, pojawiły się też rasistowskie, nazistowskie i homofobiczne żarty. Tego dla Justyny było za wiele.

Żak spędziła cały wieczór, płacząc w łazience. Następnego dnia, gdy wyszła z pokoju zwierzeń, zwierzyła się Izie i Kasi, że jej największym marzeniem jest opuszczenie "Big Brothera". Ma za złe Wielkiemu Bratu, że nie podjął żadnych kroków względem osób, które łamią regulamin.

- Nie wierzę w to, do czego zmierza ten program. W czym ja biorę udział? W co się wpakowałam? Jestem w TVP czy TVN-ie? Bo już nie rozumiem. W życiu bym się nie spodziewała tego po tej stacji. To jest wbrew prawu. Nawoływanie do nienawiści jest przestępstwem. Trzeba zrobić publiczne przeprosiny. Oni udają dzieci, że nie rozumieją, o co chodzi w tej sprawie. Pytają, co to znaczy "white power". Naprawdę? Czuję się oszukana przez Wielkiego Brata. W innych krajach tępi się takie zachowanie, a u nas? Już nie mam siły - mówiła załamana. Myślicie, że Wielki Brat w końcu zareaguje?