Swego czasu dużo mówiło się o oleju po frytkach w przypadku diesli. Dla wielu było to wybawienie. Nie tylko jedli frytki, co już samo w sobie brzmi super, ale jeszcze mogli na tym samym oleju jeździć samochodem. Autorzy pomysłu, który możecie zobaczyć na filmie, wzięli na warsztat inny dodatek serwowany do burgerów: colę. Czy słodki, gazowany napój wkrótce zastąpi benzynę?

Nie. Powyższy materiał dokładnie pokazuje dlaczego. Youtuber TechRax zatankował colę do benzynowego BMW 325i z 2003 roku. Być może uważał, że rzędowa szóstka z Bawarii najlepiej nada się do tej operacji. A być może nie miał pod ręką nic innego. Nieważne. Zatankował colę i już po minucie tego żałował.

Z samochodu zaczęły wychodzić dziwne dźwięki, a następnie gwałtowanie spadły obroty silnika. Chwilę później pojawiła się kontrolka "check engine", aż wreszcie bmw stanęło i odmówiło posłuszeństwa. Prawdopodobnie wtedy skończyła się reszta czystego paliwa, które jeszcze było w przewodach. Panowie z wideo nie mogli uwierzyć w to, co się stało. W końcu kto by pomyślał, że maszyna wykorzystująca konkretną cechę benzyny, jaką jest spalanie, nie działa, gdy wleje się tam coś niepalnego? Może gdyby zamienili świecie na dozowniki mentosów rezultat byłby inny?

To trochę tak, jakby podpiąć jedną końcówkę ładowarki do telefonu, a drugą do skrzynki na listy i oczekiwać, że się będzie ładować. Telefon, nie skrzynka. Chociaż w tym przypadku to bez różnicy. Na eksperymencie najlepiej wyszedł lokalny warsztat. Dowiedzieliśmy się, że diagnoza oraz naprawa kosztowały ponad 1800 dolarów (ok. 6300 zł). Na wszelki wypadek dodam: nie próbujcie tego w domu.