Plotki o tym, że w związku Kamila Durczoka i Julii Oleś nie dzieje się najlepiej pojawiały się w mediach już kilka tygodni temu. Potwierdzeniem tych spekulacji mogło być chociażby ostatnie zdjęcie, zamieszczone przez dziennikarza w mediach społecznościowych.

"Moment, w którym pożyczasz samochód od swojego dziecka i marzysz tylko o tym, żeby zniknąć" – napisał Kamil pod zdjęciem. Na jego twarzy widać troskę i przygnębienie.

Do tej pory ani Kamil Durczok, ani Julia Oleś nie potwierdzili nam oficjalnie, że ich związek się rozpadł. Jednak teraz na instagramowym profilu kobiety (profil ma prywatne ustawienia) pojawił się wpis, który zdaje się rozwiewać wszelkie wątpliwości.

"Powiem Wam coś, co powinnam była zrozumieć dawno temu. To pomogłoby mi uniknąć wielu problemów, uchronić się przed bólem, stresem i wywrotką, która kosztowała mnie dużo za dużo. W relacjach z ludźmi nie patrzcie na czyjś „potencjał”. Nie mówcie, że czyjeś zachowanie jest nieważne, bo wiecie, jaki jest w środku. Nie przymykajcie oka na rzeczy, które przekraczają Wasze granice, wywołują dyskomfort lub ranią. Bo wiecie co? Ludzi definiuje to, co robią, a nie to, co mówią. I ja wreszcie to rozumiem" – napisała Julia Oleś.

Wpis opatrzyła swoją fotografią, na której ( w przeciwieństwie do Durczoka) pozuje z szerokim uśmiechem na twarzy.

Problemy w życiu zawodowym Durczoka

Ale to nie koniec kłopotów Kamila Durczokiem. Portal Wirtualnemedia.pl donosi, że jego autorski serwis Silesion.pl został zawieszony. Serwis został uruchomiony z wielką pompą w październiku 2016 roku. Był oficjalny event, kampania billboardowa i wszystko zapowiadało się bardzo obiecująco.

Na początku jego redakcja liczyła ok 20 osób. Na witrynie pojawiało się wiele różnych, ciekawych treści: artykuły, materiały wideo, a także felietony, czy wywiady przeprowadzane przez samego Kamila Durczoka. Z czasem Silesion.pl zaczął publikować coraz mniej treści, a zespół redakcyjny znacznie się przerzedził.

Wydawcy internetowi komentują serwis Durczoka

Niektórzy uważają, że już od początku nieco przestrzelono. - Już od samego początku mogło się wydawać, że projekt jest przeskalowany. Przypominam sobie gigantyczną akcję reklamową, która zapewne sporo kosztowała, nowoczesną i dużą siedzibę redakcji, wiele sprzętu i spory zespół redakcyjny. Start Silesion wyglądał, jak początek krajowego projektu medialnego, a nie rozwój regionalnego portalu informacyjnego – komentuje dla Wirualnychmediów.pl Patryk Salamon, redaktor naczelny LoveKraków.pl.



- Takie przedsięwzięcie to codzienna walka z kosztami. Na początku (albo i zawsze) pracujesz z domu, żeby nie płacić za powierzchnię. Zespół masz na Slacku (komunikator internetowy - red.) i pod telefonem. Informatyka - tylko jak się coś wali, a szefa sprzedaży w terenie u klientów i najlepiej tylko na prowizji (wysokiej). Kamil Durczok zdaje się poszedł nieco inną drogą w zakresie kosztów. To radykalnie zmniejszyło szanse na sukces - brzmi komentarz innego internetowego wydawcy.

Kamil Durczok nie odpowiedział na pytania Wirtualnychmediów odnośnie zawieszenia działalności serwisu. Wiadomo natomiast, że na Silesion.pl od tygodnia nie została odnotowana żadna aktualizacja.

Do czasu opublikowania artykułu nie udało nam się skontaktować ani z Julią Oleś, ani z Kamilem Durczokiem, w celu bezpośredniego odniesienia się do sprawy.