Andrzej Tylman ze łzami w oczach, w ogromnych emocjach mówił o braku sprawiedliwości.

– Siedzi jak d... i nic nie mówi! Sama do wody nie wpadła i tyle! Sami widzicie, co się z tym krajem dzieje. Jak dowodów nie ma?! Przez dwa lata tu przyjeżdżaliśmy, żeby usłyszeć to?! Pogłaszczcie go jeszcze! To jest porażka wymiaru sprawiedliwości, nie ma sprawiedliwości – krzyczał Tylman, wychodząc z sądu.

Nie był w stanie powstrzymać emocji. – Kazali mi salę opuścić. Kto ja jestem? Wszystko można zrobić z człowiekiem, który stracił dziecko. Adam Z. patrzył mi w oczy. Czemu nic nie mówi? On wszystko wie! Słysząc wyrok poczułem niesprawiedliwość. Nie mam już dziecka, a uniewinnia się tego, który z Ewą szedł i ją prowadził na szafot. Oczekiwałem dotkliwego wyroku. Gdyby taki dostał, to by powiedział, co się stało, a tak nigdy nie powie. Sąd poszedł za stroną przestępcy, a nie poszkodowanych – denerwował się Tylman.

Przesądził eksperyment procesowy

Feralnego dnia Adam Z. wracał z Ewą z imprezy firmowej. Oboje byli mocno pijani. Młoda kobieta do domu nie dotarła, a jej ciało wypłynęło kilka miesięcy później w Warcie. Prokuratura uznała, że to Adam Z. ją zabił po kłótni. – Materiał dowodowy daje podstawy, by wydać wyrok skazujący. Przebieg wydarzeń był motywowany strachem i sytuacją, w jakiej znalazł się Adam Z. – mówiła po ogłoszeniu wyroku prokurator Magdalena Mazur Prus.

Sąd uniewinniając oskarżonego od zarzutu zabójstwa wskazał głównie na wyniki eksperymentu procesowego. Adam Z. zniknął z zasięgu kamer na nieco ponad 5 minut. To wtedy coś się stało Ewie Tylman. Trzech pozorantów podczas eksperymentu "na niby" zabijało ofiarę. Nikt nie zdążył tego zrobić w czasie krótszym niż 6 minut i 56 sekund.

– A do tego trzeba jeszcze doliczyć, że oskarżony musiał mieć też czas na refleksję i przemyślenie sytuacji – argumentowała sędzia Magdalena Grzybek.

Prokuratura uważa, że sąd błędnie zinterpretował wyniki eksperymentu. – Nie wziął bowiem pod uwagę, że pozoranci działają w zupełnie innych okolicznościach i są kierowani zupełnie innymi wewnętrznymi bodźcami. Naszym zdaniem Adam Z. miał czas, by popełnić tę zbrodnię – mówiła Mazur-Prus.

Wyrok nieprawomocny, będzie apelacja

Sąd już na początku procesu sygnalizował, że może dojść do zmiany kwalifikacji czynu na nieudzielenie pomocy. Jednak i do skazania na tej podstawie dowodów nie znalazł. Sędzia Magdalena Grzybek wydając wyrok nie miała wątpliwości. Podkreślała, że Adam Z. nigdy się do zarzutów nie przyznał - poza jedną sytuacją, którą motywował naciskiem policjantów. Wskazywała też na to, że ze zgromadzonego materiału nie wynika, kiedy i jak zginęła Ewa Tylman. Podstaw do skazania więc nie było żadnych.

Inaczej uważa nie tylko ojciec zmarłej, ale także pełnomocnicy jej rodziny. – To jest porażka wymiaru sprawiedliwości. Ani w śledztwie ani w czasie postępowania sądowego rodzina, która oczekiwała sprawiedliwości jej nie dostała. Rodzina oczekiwała, że sprawiedliwość to wyjaśnienie wszystkich okoliczności – mówił w sądzie mec. Mariusz Paplaczyk.

– To byłby triumf sprawiedliwości, jeśli Adam Z. faktycznie nie ma nic wspólnego ze śmiercią Ewy Tylman. Jeśli to tylko brak zebranych dowodów, to żaden triumf. Dwa tysiące lat temu Barabasz też został uniewinniony. Czy to oznacza, że był niewinny? – pytał retorycznie mec. Wojciech Wiza.

Wyrok nie jest prawomocny. Prokuratura zapowiedziała apelację. Adam Z. nie chciał rozmawiać z mediami.