Policja zatrzymała panią Annę w Zamościu. – Jechałam zgodnie z przepisami, przede mną był jakiś samochód, widziałam radiowóz i kiedy mnie zatrzymano, byłam zdziwiona, myślałam, że to jakiś żart z okazji prima aprilis – mówi.

Niestety, policjant oznajmił, że przekroczyła prędkość o 26 km/h i zaproponował mandat w wysokości 100 zł i 4 punkty karne. Anna Dziuba nie przyjęła mandatu. Mówi, że policjant nie pokazał jej wskazań radaru, a pomiar – jeśli w ogóle był – musiał zostać wykonany z wnętrza samochodu.

Jej wątpliwości potwierdził inny kierowca, który w momencie jej zatrzymania był właśnie kontrolowany. Kilka dni później pani Anna pojechała na komendę. Chciała zobaczyć świadectwo legalizacji urządzenia pomiarowego, zaświadczenie o przeszkoleniu funkcjonariusza i dokładne dane swojego wykroczenia.

Ale żadnych dokumentów nie dostała. Kiedy w końcu udostępniono jej część z nich, okazało się, że nie zgadzają się numery seryjne radaru, oryginał wezwania został przez kogoś przerobiony i nikt nie może znaleźć dokumentów z przeszkolenia funkcjonariusza. Policja jednak obstaje przy swoim.

– W chwili obecnej brak jest zastrzeżeń co do sposobu przeprowadzenia kontroli. Według moich ustaleń przebiegła zgodnie z przepisami. Pani Anna początkowo zgodziła się na przyjęcie mandatu, prosząc o najniższy jego wymiar. Jednak po chwili zmieniła zdanie i nie przyjęła mandatu, dlatego też teraz o jej winie lub niewinności rozstrzygnie sąd – powiedziała nam Dorota Krukowska-Bubiło z policji w Zamościu.

Pani Anna złożyła w prokuraturze zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa i skargę na policjantów z Zamościa do komendanta wojewódzkiego policji w Lublinie.

Nie spodziewasz się, za co można dostać mandat!