Tragedia rozegrała się pod koniec grudnia 2017 roku w Tryńczy. Kilka dni po świętach Bożego Narodzenia z rzeki Wisłok na Podkarpaciu wyłowiono daewoo tico, w którym było pięć ciał. Klaudia (19 l.), Dominika (18 l.) i jej siostra Ania (16 l.), Bogusław (27 l.) i Sławomir (24 l.) zostali uwięzieni w samochodzie, który wpadł do wody. Wszystkie ofiary utonęły.

W sprawie tragedii toczyło się prokuratorskie śledztwo. Ustalono, że do wypadku doszło w nocy, gdy padał deszcz i był przymrozek. Przeprowadzone wstępne oględziny pojazdu i miejsca zdarzenia wykazały, że samochód przed wjechaniem do rzeki dachował.

Badani wykazały, że dwaj mężczyźni byli nietrzeźwi – mieli blisko 2 promile alkoholu we krwi. Trzy dziewczyny były trzeźwe. U żadnej z pięciu ofiar nie znaleziono środków odurzających.

W czwartek, 4 kwietnia, prok. Beata Starzecka z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu poinformowała, że śledztwo zostało umorzone. Jak wyjaśniła, nie zebrano dowodów jednoznacznie wskazujących na to, która z osób znajdujących się wewnątrz samochodu siedziała za jego kierownicą.

Prokuratura wykluczyła udział osób trzecich w wypadku. Na podstawie opinii z badań śladów biologicznych nie można było jednoznacznie stwierdzić, kto był kierowcą. Biegły także nie był tego w stanie ustalić. Ciała - na skutek wypadku - były przemieszane. Brakowało też świadków zdarzenia.

Dziewczyny wyszły 25 grudnia 2017 roku z domu i miały się spotkać ze swoimi znajomymi. Gdy nie wróciły do domu, rozpoczęły się poszukiwania. Makabrycznego odkrycia dokonano 29 grudnia 2017 roku. Wszystkie ofiary były mieszkańcami Tryńcza.