W sobotę (30 marca) audi rozbiło się na słupie u zbiegu warszawskich ulic. Podróżowali nim trzej młodzi mężczyźni - 22-letni Dawid, 25-letni Ernest i 21-letni Kamil. Jak się okazuje, dwaj ostatni byli już znani policji. Informację potwierdził portalowi Gazeta.pl prok. Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Pod koniec marca 2018 roku śródmiejska prokuratura postawiła Kamilowi F. i Ernestowi P. zarzut usiłowania wymuszenia rozbójniczego. W lutym 2018 roku dwaj młodzi mężczyźni mieli stosować przemoc wobec pracownika klubu przy ul. Twardej w Warszawie w celu wymuszenia od właściciela klubu comiesięcznej zapłaty w wysokości 500 zł. Wobec podejrzanych zastosowano trzymiesięczny areszt. W maju 2018 roku zostali wypuszczeni na wolność. Procesu jednak nie doczekali.

Przypomnijmy, że do wypadku doszło około godziny 3:30 w sobotę (30 marca) u zbiegu al. Wilanowskiej i ul. Puławskiej. Samochód, w którym jechali trzej młodzi mężczyźni, z nieznanych przyczyn zjechał z drogi i uderzył w przydrożny słup. Siła uderzenia była ogromna. Auto rozpadło się na części. Ciała były porozrzucane w promieniu kilkudziesięciu metrów od miejsca zdarzenia.

– Jechali z prędkością około 200 km/h. Hamowanie, uderzenie. I nagle mija mnie dosłownie kometa... To był tył auta – usłyszeliśmy od pana Artura, jednego ze świadków tragicznego wypadku na warszawskim Mokotowie. – Szczątki samochodu były wszędzie, na jezdni, torowisku, pasie zieleni. Jedno ciało leżało jakieś 10 metrów od słupa i pierwszej części auta, dwa kolejne i szczątki drugiej części w odległości około 50 metrów – usłyszeliśmy od anonimowego rozmówcy.

Osoba, która reanimowała jedną z ofiar, podkreśliła, że nie widziała jeszcze tak drastycznego wypadku. To samo mieli stwierdzić policjanci, którzy na co dzień zajmują się wypadkami. Ciała, twarze były zmasakrowane.

Prokuratura zajęła się ustaleniem przyczyn i okoliczności tragicznego wypadku.