Nikt z uczestników obecnej edycji "Tańca z gwiazdami" nie budził tylu emocji, co Justyna Żyła. Była żona skoczka mocno stresowała się występami w programie na żywo i notorycznie myliła kroki na parkiecie. Była ganiona przez jurorów i notowała rekordowo niskie noty. Głosy widzów sprawiły jednak, że udało jej się utrzymać w programie przez 5 tygodni.

Była żona skoczka zdecydowanie nie ma talentu do tańca, ale z pewnością ma smykałkę do wywoływania sensacji wokół swojej osoby. Po tym gdy prała publicznie rozwodowe brudy, stała się prawdziwą bohaterką tabloidów, a tym samym bardzo łakomym kąskiem dla telewizji. Początkowo nawet nie była świadoma, jak wiele może zażądać od producentów "Tańca z gwiazdami".

- Mieszkając w Wiśle, nie znała stawek rynkowych dla gwiazd. Historia z jej wynagrodzeniem była dość skomplikowana. Na pierwszym spotkaniu z przedstawicielami stacji zgodziła się na wszystko - na wiele gorsze warunki od ostatecznych. Po tygodniu poprosiła o ponowne spotkanie, mając już reprezentantkę. To ona wynegocjowała dla niej aż 12,5 tys. złotych za odcinek. Dodatkowo najlepszy apartament na czas pobytu w Warszawie oraz luksusowy catering - donosi informator Plotka.

Łatwo obliczyć, że za 5 tygodni pląsów na parkiecie Żyła zainkasowała 62,5 tys. zł. Myślicie, że było warto?