Pożar wybuchł w poniedziałek po godzinie 6 rano. Sandra była w mieszkaniu sama, bo jej mama wyszła wcześniej do pracy. – Usłyszałam jakieś piski, krzyki i głośne walenie – opowiada z przejęciem sąsiadka z góry. – Otworzyłam drzwi balkonowe, żeby sprawdzić o co chodzi, a wtedy buchnęły na mnie kłęby dymu – dodaje.Zaalarmowani krzykiem Sandry sąsiedzi próbowali wywarzyć podwójne drzwi mieszkania dziewczyny. Byli jednak bezradni. Pożar ogarnął już całe mieszkanie. –  Z zewnątrz nie było lepiej. Z okien buchały kłęby czarnego, gryzącego dymu. Ktoś zadzwonił po straż. Śmiertelnie przerażona Sandra czekała na pomoc. Krzyczała, wołała pomocy. Do końca życia tego nie zapomnę – mówi drugi z sąsiadów.

Zaledwie 5 minut po otrzymaniu zgłoszenia pod blokiem pojawili się strażacy. – Błyskawicznie rozstawiliśmy skokochron i drabinę pod oknem balkonowym. Ale wszystko działo się tak szybko, że nastolatka najprawdopodobniej spanikowała i pobiegła do innego okna, znajdującego z drugiej strony bloku - mówi Bartłomiej Rosiek rzecznik prasowy miejskiej straży pożarnej w Krakowie. Straż nie wyklucza też, że to właśnie kłęby ognia mogły odciąć nastolatce drogę ucieczki do skokochronu. 

– Widoku jak leci do ziemi nie zapomnę do końca życia. To taka piękna, młoda dziewczyna – płacze sąsiadka. Sandra runęła na trawnik z wysokości blisko 20 metrów. Przeżyła upadek i trafiła do szpitala. Jeje stan jest krytyczny. Ciężko ranna nastolatka ma poważne obrażenia wewnętrzne m.in. wątroby i śledziony. Lekarze wciąż walczą o jej życie. Na razie nie wiadomo, co było przyczyną pożaru. Policja powołała biegłego z zakresu pożarnictwa, który sporządzi opinię w tej sprawie. Na stronie zrzutka.pl ruszyła zbiórka na rzecz rodziny Sandry, która straciła dach nad głową.