W czwartkowym odcinku uczestnicy mieli "opiekować się dziećmi". Właściwie skupili się na zajmowaniu się lalkami. Temat dzieci wywołał wiele osobistych wspomnień. Jedną z osób, która powiedziała swoją smutną historię, był Tomek Urban.

Model opowiedział o śmierci swojego brata bliźniaka. Tomek i Bartek urodzili się w Walentynki, z dwuminutową różnicą. Dość szybko się okazało, że bracia różnią się od siebie. - Po kilku podejrzewam pierwszych miesiącach, może latach, okazało się, że mocno się różnimy od siebie, że różnie się rozwijamy, on się rozwija troszkę wolniej, że wymaga więcej opieki - powiedział Tomek.

Kiedy mieli 3 lata ich rodzice się rozwiedli, a do 7. roku życia wychowywała ich matka. Tomek w końcu poprosił ojca, by zabrał go do siebie, bo był już zmęczony pomocą przy opiece nad bratem. Tomek chodził do szkoły, a jego brat miał indywidualne nauczanie. Mieli więc więcej przestrzeni, ale nadal mieli ze sobą kontakt. Kiedy byli w gimnazjum, uczestnik "Big Brothera" nie miał już cierpliwości i nie chciał spędzać czasu z bratem. Przez rok przestali się w jakikolwiek sposób kontaktować.

Wszystko zmieniło się w święta Bożego Narodzenia. Spędzili ze sobą dwa wspaniałe dni. Jak się okazało, było to ich ostatnie spotkanie. - Przychodzą święta. Padła decyzja, że jedziemy do rodziny ze strony mamy, której wcześniej nie widziałem. Mówię do mamy: słuchaj, biorę brata na klatę. Myślę, że dam radę, jestem gotowy, że to jest dobry moment. Jedziemy tam, spędzamy dwa dni. Najlepsze, jakie do tej pory się udało. 26 grudnia odwiozłem go po południu do ośrodka, wracam do domu. Następnego dnia rano dostaję telefon, że Bartek nie żyje - wyjawił przed kamerami.

Tomek powiedział, że niestety dopiero po śmierci brata spotkało go dużo fajnych rzeczy. Jedną z nich było pojednanie rodziców, którzy na pogrzebie pierwszy raz po latach ze sobą porozmawiali.