Wszystko rozegrało się w wynajmowanym przez mężczyznę mieszkaniu w lecie ubiegłego roku. Teraz wreszcie udało się posadzić 26-latka na ławie oskarżonych. Nie wyglądał na skruszonego, choć odczytywane w sądzie ustalenia śledczych mrożą krew w żyłach.

Wynika z nich, że Jarosław B., oburzony odmową dziewczyny, chwycił ją wpół i jak niepotrzebną rzecz wyrzucił z IV piętra! Potem jak gdyby nigdy nic położył się do łóżka. Do jęczącej z bólu kobiety podbiegli przechodnie. Zanim straciła przytomność, zdążyła jeszcze wyszeptać, że te katusze zgotował jej chłopak.

– Wyglądała, jakby czołg po niej przejechał. Powykręcana, zakrwawiona. Ktoś wezwał pogotowie i policję – opowiadają sąsiedzi pary.

Aleksandra K. miała połamane żebra, uszkodzony kręgosłup i pękniętą śledzionę. Lekarze zdołali uratować jej życie, ale skutki upadku będzie odczuwała do końca życia. Sprawca jej cierpienia nie przyznaje się do winy. – Kochaliśmy się wcześniej i usnąłem. Kiedy się obudziłem, jej już nie było. Musiała sama wyskoczyć przez okno – bronił się w sądzie Jarosław B.

Za to, co zrobił, resztę swoich dni może spędzić za kratami więzienia.