Maciej i Małgorzata mieszkali w Szczytnej na Dolnym Śląsku. Małżeństwem byli od kilkunastu lat. Ona – nauczycielka angielskiego w szkole, on – rzeczoznawca samochodowy. – To była porządna, wręcz podręcznikowa rodzina. Byli szczęśliwi, a przynajmniej tak się nam wszystkim wydawało – mówią sąsiedzi.

Jak ustalili śledczy, kilka tygodni temu Maciej zaczął podejrzewać żonę o zdradę. Agresja i złość narastały w nim przez kilkanaście dni, aż eksplodowały. W ostatnią sobotę kilkanaście minut przed 18.00 pomiędzy małżonkami wybuchła awantura. W pewnym momencie wzburzony mężczyzna wyciągnął nóż i w opętańczym szale zaczął dźgać żonę. Kobieta krzyczała i rozpaczliwie się broniła, ale oprawca uderzał coraz częściej i mocniej.

Tragedia rozegrała się na parterze domu państwa K. W tym czasie ich córki były w pomieszczeniu na piętrze. Gdy młodsza z dziewczynek zbiegła na parter, zobaczyła, jak zakrwawiona matka osuwa się na podłogę. – Próbowała wyrwać nóż ojcu. Skaleczyła się. Chwilę później z piętra zbiegła Maja, zabrała siostrę i obie schowały się w łazience – mówi Faktowi sąsiadka, której dziewczynki opowiedziały o dramacie.

Starsza dziewczynka wezwała pogotowie i policję. W tym czasie oprawca próbował popełnić samobójstwo, podcinając sobie żyły. Gdy w domu zjawiła się policja i pogotowie, Małgorzata K. już nie żyła. Jak wykazała sekcja zwłok, zmarła od ciosu, który otrzymała prosto w serce.

Jej oprawca był nieprzytomny. Trafił do szpitala, gdzie leży do dzisiaj. Gdy lekarze pozwolą, usłyszy zarzut zabójstwa. Dziewczynkami opiekują się obecnie dziadkowie.