Kuracjusze "Sanatorium miłości" opuścili już uzdrowisko w Ustroniu. Jednak zanim to nastąpiło tradycji musiało stać się zadość i rehabilitanci wybrali spośród siebie króla i królową turnusu. Widzowie musieli się wzruszyć, gdy zobaczyli do kogo powędrowała korona. Wśród panów zwyciężył Cezary. Tymczasem - jak zapewne fani programu wiedzą - Cezary zmarł w połowie emisji programu. Odcinek był już jednak zrealizowany, dlatego TVP zdecydowała się wyemitować go w sposób niezwykle przejmujący. Utrwalono bowiem na taśmie reakcję Cezarego na werdykt. - Ja po prostu jestem sobą, nigdy nikogo nie udaję - powiedział skromnie Cezary. - Strasznie się zdziwiłem, że moją wartość doceniają inni. To chyba znaczy, że jestem coś wart - dodał po ogłoszeniu werdyktu. Na swoja damę wybrał Wiesławę, z którą miał wybrać się wycieczkę do Wrocławia.

Królową turnusu została Walentyna. Uczestniczka podzieliła się bardzo osobista refleksją po ogłoszeniu wyników. - Poczułam się doceniona i mam nadzieję, że pewna osoba też mnie doceni. Chodzi o mojego syna, synowa go zabrała i od tamtej pory nie mamy żadnego kontaktu. Mam nadzieję, że on to obejrzy i zobaczy, że jestem coś warta - powiedziała. Razem z Leszkiem, którego wybrała na swojego księcia, spędzą weekend w Trójmieście.

Jednak nie wszyscy kuracjusze będą ciepło wspominać tę przygodę. Na pewno nie zalicza się do nich Ryszard, który bez owijania w bawełnę stwierdził: - Nawet nie wymieniam z nikim telefonów, bo nie chcę! Będę chciał o tym wszystkim zapomnieć. Wyjeżdżam z nieukrywana radością! - powiedział.