Irina Volkova mieszkała z mężem Igorem i dwojgiem dzieci w Penzie nad Surą. Jak podała "Komsomolskaya Pravda", 29-latka pracowała od rana do nocy w myjni samochodowej, której była kierowniczką, a swoim pociechom starała się zapewnić jak najlepsze warunki. 

Sąsiedzi mówili dziennikarzom, że Irina i Igor sprawiali wrażenie bardzo w sobie zakochanych, nie wiadomo dlaczego więc postanowił od niej odejść. 29-latka nie rozpaczała po rozstaniu. Miała pracę, a w opiece nad dziećmi pomagała jej matka. 

Wszystko zmieniło się, gdy odkryła, że spodziewa się kolejnego dziecka Igora. I chociaż powiedziała mu o tym, nie miał zamiaru wrócić do domu i jej pomóc. Irina się załamała. Wiedziała, że nie poradzi sobie w takiej sytuacji.

Zastanawiała się nad aborcją, ale na zabieg było już za późno. Postanowiła więc oddać dziecko innej kobiecie, a przy tym zarobić. Przypadkiem natrafiła na portalu społecznościowym na post 23-letniej Anny z Petersburga, której marzeniem było zostanie matką. Kobieta żaliła się, że przez rok starali się z mężem o dziecko, aż w końcu doszła do wniosku, że jest bezpłodna.

Irina wysłała do niej wiadomość i opowiedziała o swoich problemach. Zaproponowała także, że odda jej swoje dziecko. Anna zgodziła się na propozycję nowej koleżanki. Za nowo narodzonego syna miała zapłacić Irinie 18 tys. rubli (około 10 tys. zł).

Kobiety opracowały plan, dzięki któremu przestępstwo miało nie wyjść na jaw. Przed porodem Irina przyjechała do Anny i zgłosiła się do szpitala z jej dowodem osobistym. Po przyjściu na świat, chłopiec został uznany za syna 23-latki. 

Personel medyczny był jednak wobec niej podejrzliwy, zauważono bowiem, że Irina nie przypomina osoby ze zdjęcia w dowodzie. Sprawę zgłoszono policji, ale 29-latki nie było już wówczas w mieście. Zatrzymano ją kilka dni później. Od razu przyznała się do sprzedaży dziecka. Zarzuty usłyszała także Anna. Kobietom grozi do 10 lat więzienia. Syn Iriny trafił do adopcji.