Ewelina będąc w ciąży z Anastazją miała wypadek samochodowy. – Wpadłam w poślizg i więcej nic nie pamiętam. Byłam w siódmym miesiącu. Anastazja urodziła się przez cesarskie cięcie, a ja byłam w śpiączce. Później długie miesiące spędziłam w szpitalach na leczeniu i rehabilitacji – wspomina pani Ewelina.

– Straciłam częściowo pamięć, miałam uszkodzenie mózgu. Do dziś jestem niepełnosprawna – opowiada. W tym czasie jej mama Danuta wystąpiła do sądu o zawieszenie władzy rodzicielskiej i zajęła się wnuczką. Dostawała na nią świadczenia: 500+, alimenty w wysokości 450 złotych od jej biologicznego ojca i 100 złotych dodatku rodzinnego.

– Byłam wdzięczna mamie, że mi tak pomaga. Ale kiedy czułam się już lepiej i chciałam odzyskać władzę rodzicielską, wyrzuciła mnie z domu i zaczęły się kłopoty – wspomina Ewelina. Okazało się, że babcia mówiła do Anastazji córuniu, a do siebie zamiast babciu, kazała mówić mamo. Sprawa trafiła do sądu.

Rodzice próbowali udowodnić, że Ewelina nie może się zająć dzieckiem, bo jest chora psychicznie. Biegły psychiatra stwierdził jednak, że kobiecie nic nie dolega i może zająć się córką. Jego opinię podzielił sąd, który zauważył, że kobieta wynajęła mieszkanie, ma pracę i dorosła do roli matki. Po rocznej batalii dziewczynka wróciła do mamy, a dziadkowie stracili pieniądze na dziewczynkę.

– Moja matka jednak ciągle mnie straszy, że i tak odbierze mi dziecko. Chciałabym, aby Anastazja miała kontakt z dziadkami, ale boję się, że jak ją tam do nich zawiozę, to już mi jej nie oddadzą – martwi się pani Ewelina. Dziadkowie Anastazji nie chcieli z nami rozmawiać.