Poniedziałkowego poranka pan Marek jechał do pracy w Gorzycach (woj. podkarpackie). Niestety kiedy zbliżał się do Kraśnika, doszło do bardzo groźnego zdarzenia.

– Ja nic nie pamiętam. Spokojnie jechałem i nagle ciemność, jakby ktoś zgasił światło. Ocknąłem się kiedy wnoszono mnie do karetki. Dopiero teraz na filmie zobaczyłem, co się stało – opowiada mężczyzna.

Zdarzenia zarejestrowała kamerka zamontowana w samochodzie pana Marka. Na nagraniu widać, jak jadący przed nim nissan zahacza kołem o leżącą na jezdni rurkę. Kawałek metalu wystrzelił jak pocisk i sekundę później wbił się w szybę skody pana Marka, a potem zranił go w twarz.

– Dostałem w policzek. Nie chcę nawet myśleć co by było, gdybym dostał w bardziej wrażliwe miejsce – mówi pacjent szpitala przy ul. Staszica w Lublinie.

W momencie uderzenia kierowca natychmiast stracił przytomność. Ale szczęście nadal go nie opuszczało. Jego pozbawiona kontroli skoda zjechała na prawą stronę i zatrzymała się dopiero staranowaniu znaku drogowego.

– Musiałem pociągnąć kierownicą w prawo i pewnie dlatego się udało. Gdyby auto skręciło w drugą stronę poszedłbym na czołówkę z kimś jadącym z naprzeciwka. A tam jest przecież ogromny ruch – dodaje pan Marek.

Zaraz po wypadku mężczyzna trafił do szpitala w Lublinie. Przeszedł operację. Ma uszkodzoną żuchwę, wielką ranę na policzku. Ale mimo wszystko jest zadowolony. – Żyję i to jest najważniejsze – mówi.

Policjanci z Kraśnika próbują ustalić sprawę wypadku, czyli kierowcę samochodu, z którego odpadł niebezpieczny kawał żelastwa. Ale będzie to bardzo trudna sprawa.