Do tragicznych wydarzeń doszło w 2011 r. Krystyna A., pracująca w jednym ze sklepów w Bielsku Podlaskim, pewnego dnia nie przyszła do pracy. Nie pojawiła się też w kolejne dni. Jakby zapadła się pod ziemię. Nikomu nie zapowiadała wcześniej swojej nieobecności - ale jej znajomi pamiętali, że w dniu zaginięcia wyszła od nich w pożyczonej kurtce, bo zrobiło się chłodno. I już nikt jej nie widział.

Dziwne było tłumaczenie jej męża, który twierdził, że został porzucony. Że żona wyjechała za granicę. Tę wersję potwierdzali syn i córka kobiety. Przez długi czas Krystyny nikt nie szukał. Ani krewni, ani znajomi. Dopiero po pięciu latach ktoś zdecydował się opowiedzieć policji o swoich podejrzeniach. Znajomi mówili, że w domu A. był konflikt między małżonkami, a ojciec nastawiał dzieci przeciwko matce. Inna wersja głosiła, że matka i córka miały pokłócić się o tajemniczego mężczyznę.

Po pięciu latach od tajemniczego morderstwa, w 2016 roku mężowi zaginionej kobiety, Arkadiuszowi A. postawiono zarzut zabójstwa. Trafił on wtedy na krótki czas do aresztu. Opuścił go po zażaleniu obrońcy. Wciąż brakowało ciała zmarłej, kluczowego dowodu potwierdzającego, że doszło do zbrodni. Dopiero po dwóch latach natrafiono na zwłoki kobiety. W maju 2018 roku w lesie koło Bielska Podlaskiego znaleziono ciało Krystyny, zawinięte w dywan. Z ustaleń biegłego wynika, że kobieta została pchnięta nożem.

Jak pisze „Gazeta Współczesna”, podejrzany aż sześciokrotnie zmieniał zeznania. Raz opowiadał, że Krystyna spadła ze schodów i śmiertelnie raniła się nożem, który miała zanieść do kuchni. Innym razem przekonywał śledczych, że śmierć żony to był wypadek, że popchnął ją w trakcie kłótni. 27 lutego, przed Sądem Okręgowym w Białymstoku, podejrzany o zabójstwo w Bielsku przedstawił inną wersję.

– Nie pobiliśmy się, ale doszło między nami do przepychanki w kuchni. Kłóciliśmy się coraz głośniej. Ona złapała za nóż i krzyczała, że mnie zarżnie. Słyszałem to już wcześniej wiele razy. Wyrwałem jej nóż z ręki, ona złapała mnie za ubranie i zaczęła ciągnąć. Popchnąłem ją. Ona, padając, pociągnęła mnie za sobą. To był ułamek sekundy, wysoki sądzie. Zobaczyłem nóż wbity w jej bok – opowiadał Arkadiusz A., cytowany przez „Gazetę Współczesną”. Następnie zaniósł jej ciało do garażu, wypił nalewkę, zawinął ciało w dywan i wywiózł je do lasu. Tam zakopał zwłoki Krystyny.

– Życie z nią to było piekło na ziemi. Znikała na kilka dni, włóczyła po melinach, źle się prowadziła, potem wracała pijana, brudna, śmierdząca, głodna. Było mi wstyd. Dzieci się wstydziły takiej matki. Chciałem jej pomóc wyjść z tego, ale ona tę pomoc odrzucała – mówił przed sądem mąż Krystyny A. Jego słowa potwierdził 25-letni syn pary. Opowiadał, że matka dużo piła i znikała na wiele dni, a oni szukali jej po melinach i lasach.

– Czy mam do ojca żal? Nie. Chcę o tym zapomnieć. Kiedy jej nie było, było dobrze, było normalnie – zeznał syn oskarżonego.

„Współczesna” informuje, że w marcu odbędzie się kolejna rozprawa. Arkadiuszowi A. grozi dożywocie.