Premier Mateusz Morawiecki (51 l.) podczas sobotniej konwencji o problemach służby zdrowia nie wspomniał ani słowa. A szkoda, bo to jedna z największych bolączek Polaków. W dodatku takich, które – jeśli wierzyć w obietnice polityków – już dawno miały zniknąć. Jednym ze sposobów miała być likwidacja NFZ, m.in. po to, by można było zaoszczędzić pieniądze i docelowo więcej środków przeznaczyć na leczenie pacjentów.

Z oszczędności jednak nici, bo rząd na ten krok ostatecznie się nie zdecydował. A i sam NFZ nie zaciska pasa. Oto dowód: dane z centrali i oddziałów funduszu o wysokości nagród oraz premii wypłaconych w 2018 r. Do kieszeni urzędników NFZ trafiło ekstra co najmniej 7,7 mln zł (część oddziałów nie chciała ujawnić pełnych danych) – wynika z informacji "Faktu". Niżej pokazujemy, które oddziały najhojniej nagrodziły swoich pracowników. Najwięcej wydano w śląskim NFZ. Tam na nagrody i premie przeznaczono ponad 3 mln zł! NFZ podkreśla, że pieniądze wydane na ten cel to niewielki ułamek całego jego budżetu. Ułamek wart miliony!

W zeszłym roku wydatki administracyjne funduszu wyniosły prawie 786 mln zł, w tym roku mają być o 41 mln zł wyższe. Czy utrzymanie instytucji odpowiedzialnej tylko za dzielenie pieniędzy na służbę zdrowia musi tyle kosztować?

A chorzy czekają 

Każdy minister zdrowia obiecuje skrócenie kolejek do lekarzy specjalistów. Nie inaczej było w przypadku obecnego szefa resortu zdrowia Łukasza Szumowskiego (47 l.). Na obietnicach się skończyło. Chorzy nadal czekają na wizyty, a kogo tylko stać – leczy się prywatnie.

W czerwcu 2018 roku Łukasz Szumowski na łamach "Faktu" ogłosił, że będzie więcej pieniędzy na skrócenie kolejek do lekarzy specjalistów. W zeszłym roku rząd przeznaczył na ten cel dodatkowe 1,3 miliarda złotych. I co? I nic! Ten zastrzyk gotówki nie skrócił kolejek na tyle, żeby pacjenci to jakoś specjalnie odczuli. Co więcej, okazuje się, że czas oczekiwania na wizytę u niektórych specjalistów wręcz się wydłużył!

Z najnowszego raportu Watch Health Care monitorującego kolejki w służbie zdrowia wynika, że w tym roku – w porównaniu z ubiegłym – dłużej poczekamy do ortopedy (o 14 tygodni), chirurga naczyniowego (o 12 tygodni) czy kardiologa dziecięcego (o 10 tygodni). W tym ostatnim przypadku trzeba uzbroić się w iście anielską cierpliwość – średni czas oczekiwania na wizytę wynosi blisko rok! Nawet osoby śmiertelnie chore, którym medycyna ma ulżyć w cierpieniu, skazane są na długie czekanie. Na miejsce na oddziale paliatywnym trzeba czekać nawet trzy i pół miesiąca!

Chemia, sterydy i sepsa

Teresa Pochylska (78 l.) przez cztery lata chorowała na ostrą białaczkę szpikową. Przeszła wycieńczającą chemioterapię, leczenie sterydami. Podczas pobytu w szpitalu została zarażona sepsą. Teraz przez cały czas musi być pod opieką hematologa. Ostatnie wyniki badań ją przeraziły. Okazało się, że poziom jednego z hormonów wydzielanych przez trzustkę kilkakrotnie przekracza normę.

– Moja lekarz hematolog powiedziała, że powinnam leżeć w szpitalu i zostać natychmiast zdiagnozowana – opowiada pani Teresa. Po wielkich błaganiach wyprosiła możliwie najbliższy termin do gastrologa na... 4 listopada! – Boję się, że nie doczekam tej wizyty. Jestem pacjentką onkologiczną. A każą mi czekać 9 miesięcy – denerwuje się pani Teresa.

Jakby tego było mało, lekarze wykryli u niej guzki w piersi i podejrzewają guza mózgu.