Na schodach sądu w Toruniu na Dawida P. oskarżonego o zamordowanie Tatiany Wesołowskiej († 39 l.) czekali jej bracia Sebastian i Ireneusz, siostra Milena i rodzice. Chcieli, żeby okazał żal, może przeprosił.

Ale Dawid W. miał dla nich tylko obelgi. Kiedy zaczął wyzywać Milenę od kur..., Sebastian nie bacząc na nic, uderzył go pięścią w twarz. Ojca Tatiany powstrzymała żona i nie dopadł już Dawida, bo odciągnęli go policjanci z konwoju.

Na sali sądowej Dawida P. i dwoje pozostałych oskarżonych w tej sprawie od rodziny ich ofiary oddzielała szklana klatka. Dramat, którego ostatni akt właśnie się rozgrywa, zaczął się dwa lata temu. Cukiernik Arkadiusz K. (33 l.) wynajmował pokój w mieszkaniu Tatiany. W grudniu 2017 r. pobił tam swoją narzeczoną. Tatiana zawiadomiła policję i pozbyła się lokatora.

Wściekły Arkadiusz postanowił ją ukarać. Do pomocy wziął kolegę piekarza Dawida P. Wyważyli drzwi do mieszkania Tatiany, związali ją kablem, pobili kijem bejsbolowym, dźgali nożem, wyrwali kolczyki, obcięli palce u rąk, a na koniec próbowali odrąbać jej głowę tępą siekierą.

Wysłuchanie aktu oskarżenia było dla rodziny Tatiany udręką. Za to Arkadiusz K. przysłuchiwał się opisowi swojej zbrodni z wyraźnym zadowoleniem. Uśmiech nie schodził mu z twarzy, nawet kiedy przyznawał się do winy, a równie radosny Dawid P. oświadczył, że jest niewinny. Magdalena K. (43 l.), kosmetyczka, która pomagała kompanom tuszować zbrodnię, odmówiła składania zeznań.

– Dożywocie to dla nich za mało – płakała siostra zamordowanej Milena Miller. – Sam chętnie wymierzyłbym im sprawiedliwość – mówił Janusz Dyliński (65 l.), ojciec Tatiany.