15-letnia Wiktoria uwielbiała śpiewać, a rówieśnicy chwalili jej umiejętności wokalne. Kiedy przyszedł moment na złożenie nastolatek do grobów, odtworzono piosenkę, którą niegdyś śpiewała. Wiele osób nie potrafiło wówczas pohamować łez. - Serce pęka ... - mówili ludzie.

Wcześniej głos zabrał ojciec Karoliny. – Gdziekolwiek teraz jesteś i cokolwiek teraz robisz, pamiętaj, że zawsze jesteś częścią nas. Nasza rodzina to było i zawsze będzie pięć osób (...). Dziękujemy ci za to, że byłaś taka dobra, wspaniała i niepowtarzalna. Dziękujemy za miłość, którą nas obdarzyłaś, za to, że marzyłaś, że planowałaś swoje życie tak dokładnie – mówił łamiącym się głosem. 15-latkę wspominała także jej siostra i koleżanka.

Dziewczynki pochowano obok siebie na cmentarzu komunalnym w Koszalinie. W ceremonii wzięli udział bliscy nastolatek, przyjaciele, znajomi z gimnazjum, nauczyciele oraz wszyscy, których wstrząsnęła ich tragiczna śmierć.  

Pogrzeb ofiar pożaru odbył się w kościele pw. św. Kazimierza. Mszę celebrował ks. Wojciech Pawlak, który uczył nastolatki religii. Zgodnie z wolą rodziny w ceremonii uczestniczyli jedynie najbliżsi. Pozostali mogli oglądać transmisję nabożeństwie za pośrednictwem telebimu, który znajdował się przed budynkiem kościoła.

W trakcie mszy ks. Pawlak poinformował, że z żałobnikami w modlitwie jednoczy się sam papież Franciszek. – Trwa z nami w modlitwie pomimo kilometrów ojciec święty, wiedząc o tym, co przeżywamy. Wspierając nas modlitwą, prosząc dobrego Boga o niebo dla dziewczynek, a najbliższych przytulając do serca. Taka informacja, wiadomość od ojca świętego do nas dotarł – powiedział. 10 lutego w tym samym kościele o godz. 18.30, odbędzie się msza w intencji zmarłych nastolatek.

Do pożaru w escape roomie w Koszalinie przy ul. Piłsudskiego doszło 4 stycznia po godz. 17. W pokoju zagadek przebywało wówczas pięć koleżanek. Przyszły tam świętować szesnaste urodziny Julii. Wszystkie zginęły na skutek zatrucia tlenkiem węgla.

Według wstępnych ustaleń prokuratury, przyczyną pożaru był gaz z rozszczelnionej butli. Montowano ją w piecyku, którym ogrzewano pomieszczenie. 

25-letni pracownik, który przebywał wówczas w budynku, próbował ratować nastolatki, ale ogień uniemożliwił mu wyciągnięcie ich z pomieszczenia. Same również nie mogły ich otworzyć. W budynku nie było drogi ewakuacyjnej.  

Zarzut umyślnego stworzenia niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślnego doprowadzenia do śmierci pięciu osób, usłyszał 28-letni Miłosz S. z Poznania. To wnuk kobiety, która zarejestrowała działalność gospodarczą, lecz to on, według ustaleń prokuratury, prowadził firmę. Podejrzany został tymczasowo aresztowany.