Tajemnicę makabrycznej śmierci Angeliki rozwikłali policjanci z gdańskiego Archiwum X. Zajęli się sprawą zaginionej 19 lat wcześniej dziewczyny po anonimowym donosie. Informator sugerował, że Angelikę zgładził mąż i zachęcał mundurowych, aby dokładnie przetrząsnęli dom w Debrznie, gdzie miało dojść do zbrodni. I tak się właśnie stało. 24 kwietnia 2017 roku śledczy za pomocą georadaru przeszukali piwnicę, potem rozkuli betonową posadzkę i wydobyli spod niej szczątki młodej kobiety.

Badania DNA jednoznacznie potwierdziły, że to Angelika, a policyjni biegli ustalili, że została uduszona przy pomocy elektrycznego kabla. Sprawca zbrodni mógł być tylko jeden – Daniel M., ówczesny mąż dziewczyny. Przed laty zgłosił policji zaginiecie żony, a rodzinie i znajomym tłumaczył, że od niego uciekła i wyjechała za granicę. Z czasem wystąpił o rozwód i zażądał alimentów na roczną córkę Magdalenę i w sumie pobrał z funduszu alimentacyjnego blisko 15 tys. zł. Po sześciu latach oddał córkę na wychowanie swoim rodzicom i ułożył sobie życie z inną kobietą. Był pewien, że wymyślił i zrealizował zbrodnię doskonałą, tymczasem usłyszał zarzut zabójstwa, trafił do tymczasowego aresztu, a wczoraj rozpoczął się jego proces.

- Mężczyzna nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu, odmówił także złożenia wyjaśnień - mówi Paweł Wnuk, rzecznik Prokuratury Rejonowej w Słupsku.

Na pierwszej rozprawie prowadzący proces sędzia Jarosław Turczyn nie przychylił się do wniosku obrony, która chciała wyłączenia jawności procesu. Zanim zapadnie wyrok, sąd przesłucha pięćdziesięciu świadków. Danielowi M. grozi dożywotnie więzienie.