Daniel M. niemal z dnia na dzień stał się gwiazdą mediów. Niestety, nie za sprawą niezwykłego talentu czy też bohaterskiego czynu. Wprost przeciwnie. 29-latek po raz kolejny zapisał się na stronach policyjnych kartotek. I być może świat szybko by o nim zapomniał, w końcu takich jak on jest wielu, gdyby nie fakt, że jest synem Zenona Martyniuka. Tego Martyniuka.

Pierwszy raz o Danielu M. zaczęły rozpisywać się brukowce już pod koniec 2017 r. Chłopak znieważył i naruszył nietykalność policjantów będących na służbie w Białymstoku. Skończyło się na ugodzie i wypłaceniu funkcjonariuszom zadośćuczynienia w wysokości kilku tysięcy złotych. W maju 2018 r. gruchnęła wiadomość o kolejnej interwencji w domu syna muzyka disco polo. Tym razem służby zostały wezwane do awantury domowej. Przy okazji okazało się, że M. miał przy sobie niewielką ilość marihuany. 2 stycznia br. Sąd Rejonowy w Turku skazał go na karę grzywny.

Do trzech razy sztuka

Minęło kilka miesięcy, a syn Zenona Martyniuka postanowił zadrzeć z prawem po raz kolejny. Najwidoczniej zbyt dosłownie wziął sobie do serca powiedzenie: do trzech razy sztuka. Nie dostał bolesnej nauczki, która być może powstrzymałaby go przed następnym wybrykiem. W końcu do tej pory jedyną karą były dla niego "tylko" te finansowe. A nie ma co się oszukiwać, dla księcia disco polo, który od dzieciństwa był rozpieszczany przez sławnego ojca, to nic wielkiego.

30 grudnia 2018 r. Daniel M. miał nie wpuścić do mieszkania w Wasilkowie na Podlasiu swojej 19-letniej, będącej w 7. miesiącu ciąży żony. W efekcie na miejsce zostali wezwani policjanci. W czasie interwencji policja znalazła w jego mieszkaniu 3,5 grama marihuany. Prokuratura w Białymstoku prowadzi w tej sprawie czynności, a Daniel... No cóż, bawi się w najlepsze.

Chłopak wydaje się być zupełnie niewzruszony tym, co się wokół niego dzieje. Jak gdyby nigdy nic, ogląda zagraniczne seriale na Netflixie, słucha piosenek Grechuty i udaje się na nocne przejażdżki luksusowym samochodem. Chętnie chwali się też, jak w zastraszającym tempie przybywa mu tzw. followersów na jego koncie na Instagramie. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że schlebia mu powiększające się grono "fanów". Skąd to wiemy? Daniel nie zamierza ukrywać się przed światem. Wprost przeciwnie. Zachowuje się tak, jakby nic się nie stało, a jego problemy z prawem były jedynie wymysłem plotkarskiej prasy.

Niczym się nie przejmuje

29-latek dokładnie śledzi wszystkie newsy w mediach na swój temat i jeszcze chętniej je komentuje. Warto jednak dodać, że nie trzeba być jego zaufanym przyjacielem, aby dowiedzieć się, co aktualnie zaprząta jego głowę. Wystarczy zajrzeć na jego publiczny profil na Instagramie. Kilka dni po ogłoszeniu decyzji sądu oburzył się, że internauci nazywają go "kryminalistą". Gdy fala hejtu stała się nie do zniesienia, Daniel ponownie zabrał głos. Tym razem po to, by oznajmić, że nie przyznaje się do kłótni i przepychanek, które doprowadziły do jego aresztowania i z rozbrajającą szczerością obwieścić, że do ślubu z Eweliną został zmuszony.

"Czego to człowiek nie wymyśli dla pieniędzy. Jest tak: Ewelina nosiła plastry antykoncepcyjne, przestała je nosić i zaszła w ciążę. I w tym momencie nasz związek przestał istnieć. Było to już siedem miesięcy temu. Została zmuszona do ślubu przez matkę i babcię, bo co ludzie powiedzą na wsi w Russocicach, panna z dzieckiem. (...) Nie było żadnej awantury u mnie w Wasilkowie. Drzwi były otwarte i czekałem na swoją mamę, która przez liczne manipulacje Eweliny i jej matki poddała się emocjom i zadzwoniła na policję. (...) A jakby co, to nie piję alkoholu od maja i mam na to dowody. Pożałujecie tych oszczerstw i będziecie przepraszać" - pisał w oświadczeniu na Facebooku. W komentarzu dodał też, że jego żona jest nimfomanką, a on ma na to dowody. Jak można się łatwo domyślić, wpis równie niespodziewanie co się pojawił, zniknął z sieci.

Na tym niestety nie koniec. Ostatnio na Instagramie zdementował plotki, jakoby małżonkę poznał na jednej z imprez w stolicy.

- Poznaliśmy się przez internet, Ewelina zaobserwowała mnie na Instagramie - wyjaśnił Daniel w swoim InstaStory. Przy okazji dogryzł znajomym żony, sugerując, że chcą coś ugrać na aferze z jego udziałem.

- To są dowody na to, że mają parcie na szkło. Pierwsze nasze spotkanie było w hotelu w Koninie. Dodam tylko, że Ewelina się tego wstydziła i od zawsze próbowała wymyślić, jak się poznaliśmy. Hahaha a teraz dowiaduję się, że poznałem ją razem z siostrą. Padam ze śmiechu, serio - podsumował ironicznie.

- Siostra Eweliny, równie ładna, planowała rozpocząć karierę w modelingu. Wzięła ze sobą siostrę i pojechały do Warszawy. Tam na jednej z imprez zapoznały syna Zenka Martyniuka. O hucznym ślubie wszyscy czytaliśmy w internecie. Wydawało się, że będzie im dobrze - opowiadały jakiś czas temu koleżanki Eweliny.

Tylko ojca żal

Nic nie wskazuje na to, żeby Daniel M. zrozumiał swój błąd i pojął, że milczenie jest złotem. Z każdym kolejnym wpisem czy relacją w mediach społecznościowych 29-latek coraz bardziej się pogrąża. Co gorsza, niszczy również nieskazitelny do tej pory wizerunek swojego ojca. Chłopak raz po raz naraża go na niepotrzebny wstyd i cierpienie. Zachowuje się tak, jakby nie zdawał sobie sprawy, że Zenon Martyniuk wszystko przeżywa podwójnie: jako osoba będąca na świeczniku i przede wszystkim jako ojciec. A to, że lider zespołu Akcent nie może poradzić sobie z obecną sytuacją, nie jest dla nikogo tajemnicą.

Król disco polo długo milczał o zaistniałej sytuacji w jego rodzinie. Nie odbierał telefonów, unikał konfrontacji z dziennikarzami. Po kilku dniach od wybuchu afery w końcu zabrał głos. W rozmowie z "Super Expressem" ubolewał, że jego ukochany jedynak nie potrafi ułożyć sobie życia, a o jego występkach huczy dziś cała Polska.

- To mój jedyny syn, bardzo go kocham. Jak każde dziecko popełniał w życiu błędy, a my z Danusią pomagaliśmy mu je naprawiać. Ale teraz sprawa jest poważna. Nie chcemy, żeby narkotyki zniszczyły jego życie i naszą rodzinę. Dlatego postawiliśmy mu twarde warunki: ma się leczyć. Zrobimy wszystko, by trafił do najlepszych specjalistów i wytrzymał terapię - powiedział Martyniuk "Super Expressowi".

Z kolei w rozmowie z "Faktem" muzyk przyznał z bólem serca, że choć zrobiłby wszystko, by pomóc Danielowi w tej trudnej sytuacji, to ma z nim utrudniony kontakt.

- Chciałbym z nim porozmawiać, ale na razie się nie da. Jest wkurzony całą sytuacją, nie ma go. Co ja mogę? Przecież to już dorosły człowiek. Chciałbym, żeby był szczęśliwy, ale to są jego sprawy - dodał na łamach tabloidu.

Jedyny przegrany w tej grze

Daniel M. sprawia wrażenie lekkoducha, który nie przejmuje się tym, co mu grozi. Bo wyrok, jaki zapadnie w toczącej się w sądzie sprawie, to jedno. Ale warto pamiętać, że chłopak za niecałe dwa miesiące zostanie ojcem, a właśnie oczernił swoją żonę i jej całą rodzinę. Prowadzi biznes, który z powodu złej opinii o właścicielu może z dnia na dzień upaść. Przez to, że jego nazwisko znane jest w całej Polsce i od pewnego czasu systematycznie zapisuje się w policyjnej kartotece, trudno będzie mu odciąć się od przeszłości i zacząć życie na nowo. Zatem najwyższy czas się obudzić, bo największym przegranym w tej grze będzie właśnie on sam.