Do tej grupy należy pani Alicja z Warszawy, która napisała do nas wiadomość, dzieląc się swoimi przeżyciem sprzed dwóch lat.



„Wszystko zaczęło się od tego, że zaczął mnie boleć brzuch, plecy i piersi. Dość dziwne połączenie, ale nie zwlekałam i poszłam do lekarza”

Zrobiono badania krwi, USG brzucha, piersi i niestety okazało się, że mam raka. Złośliwego raka piersi, ale na szczęście nie miałam przerzutów

Udostępnij

„Konieczna była operacja i usunięcie nieproszonego gościa z mojego ciała”

Nie bałam się, bo wierzyłam, że to jeszcze nie jest koniec mojego czasu na ziemi, ponieważ w wieku 38 lat miałam marzenia – chciałam podróżować, zostać babcią i cieszyć się ze swojego małżeństwa.

W dniu zabiegu modliłam się, mimo że nie uczęszczam na co dzień do kościoła i to było ostatnie, co pamiętam przed operacją. Według tego, co później dowiedziałam się od lekarza coś poszło nie tak i byłam reanimowana. A to, jakie ja miałam doświadczenia w związku z tą operacją, powoduje, że po dziś dzień mam gęsią skórkę gdy o tym mówię.

Wydaje mi się, że przeszłam śmierć kliniczną.

Wiem, że może to brzmieć niespotykanie, ale to co pamiętam z dnia operacji jest tak realne, że nie mogłoby być zwykłym snem. Pamiętam siebie, która tak jakby już była po operacji i nagle wyszłam z sali, w której leżałam i zeszłam piętro niżej.

Tam był jeden pokój, z którego dochodziło bardzo mocne światło. Chciałam tam wejść, ale na drodze stanął mi rosły, brodaty mężczyzna w białym stroju. Za nim byli inni ludzie także ubrani na biało. Towarzyszyło temu wszystkiemu bardzo mocne światło. Zasmuciłam się, że nie chcą mnie do siebie wpuścić, bo poczułam się gorsza.

Wtedy usłyszałam dużo krzyków dochodzących z sali obok. Podeszłam tam, chwyciłam za klamkę i zobaczyłam siebie na stole operacyjnym, a wokół mnie szybko uwijających się lekarzy.Byłam reanimowana. Wtedy usłyszałam, jak jedna pielęgniarka mówi do drugiej, że bardzo boli ją rana, którą zrobiła sobie przy śniadaniu nożem


Udostępnij

„Potem pamiętam, gdy odzyskiwałam świadomość na OIOM-ie. Rodzina powiedziała mi, że nie było ze mną dobrze i że omal nie mnie stracili”

Ja jednak czułam spokój i taki błogi stan, który ciężko określić słowami. W tym czasie do pokoju weszła pielęgniarka, która brała udział przy mojej reanimacji. Spytałam ją jak ręka, a ona spojrzała na mnie zszokowana i powiedziała, że dobrze. Wtedy uzmysłowiłam sobie, że nie mogłam wiedzieć o tym, że jest zraniona, bo nie mówiła o tym przed operacją.

Wierzę, że to co mnie spotkało było po coś. Nie wydaje mi się, aby brodaty mężczyzna ubrany na biało był kimś w mojej wyobraźni. Dzielę się tym, bo na pewno są wśród was ludzie, którzy tak samo wątpią jak ja kiedyś. Dziś już nie mam żadnych wątpliwości. Coś na pewno jest po śmierci!

Czy słyszeliście o podobnej historii?

*zdjęcia mają charakter poglądowy