Nieludzkie traktowanie

Pierwsza historia miała miejsce w Centrum Medycznym „Żelazna” – Szpital Specjalistyczny św. Zofii w Warszawie.

Rok – 1992, ciąża druga, zagrożona. W znieczuleniu ogólnym „podszyto” mnie pytając: –A nie chce pani usunąć? Zaraz wejdzie zakaz! – Nie chcę! – rzuciłam. Potem podszycie rozpruto na żywca… koszmar.Leżałam i wiłam się z bólu. – Tak panią boli? – pytała położna z niedowierzaniem. Akcja porodowa skończyła atakiem: łokciem w brzuch. Na szczęście dziecko urodziło się zdrowe. Zszywał mnie – student na stażu. Źle. Po tygodniu wróciłam do św. Zofii karetką na powtórkę. Nie dochodziłam, co wpisano mi w papiery – nie miałam siły…

Udostępnij

Kolejna historia – ta sama placówka. Kobieta wyjawiła, że poza śmiercią jej mamy poród był najgorszym doświadczeniem życiowym. W celu wypchnięcia dziecka uciskano brzuch, a to doprowadziło dopęknięcia szyjki macicy. Kobieta bardzo krwawiła przez trzy tygodnie po porodzie. Dopiero gdy trafiła do lekarki „starej daty”, ta skierowała ją na badanie USG, które wykazało, że lekarzezostawili w środku kawałek łożyska.

Udostępnij

Uszczerbki na zdrowiu

Następna wstrząsająca historia miała miejsce w Instytucie Matki i Dziecka na ul. Kasprzaka 17A, także w Warszawie.

Trzynaście lat temu miałam rodzic w św. Zofii, ale przez niepokojące upławy trafiłam na oddział patologii ciąży na Kasprzaka. Po dwóch tygodniach leżenia stwierdzono, że poród należy wywołać. Podano mi oksytocynę, a rozwarcia jak nie było, tak nie było.Rodziłam 36 godzin. Tak 36 godzin. Lekarz uciskał klatkę i kazał przeć –nie mogłam oddychać. Krzyczałam, że zrobi małej krzywdę, a on nachylił się nade mną i powiedział: –I tak ze mną gówniaro w sądzie nie wygrasz. Po porodzie zszywał mnie student. Dziecko widziałam tylko przez chwilę – sine z nosem jak bokser. Dostało 3 punkty w skali Apgar. Mnie podanokrew z worka, który przeciekał – położna zakleiła dziurkę. W efekciedostałam wstrząsu anafilaktycznego.

Udostępnij

Do innego dramatycznego zdarzenia doszło w Szpitalu Miejskim Specjalistycznym im. Gabriela Narutowicza w Krakowie. Jak to określiła matka w liście,„była jak bezwolna owieczka”. Kobieta nawet nie pomyślała, żeby prosić o znieczulenie.Szyjka macicy pękła, gdy położna wypchnęła dziecko…kładąc się na brzuchu rodzącej. Co gorsze kobieta nie mogła liczyć na wsparcie po traumatycznym porodzie. Jej matka była ciężko chora, mąż nie za bardzo się nią przejmował, a zaledwie po 5 miesiącach od porodumusiała wrócić do pracy.


Totalny brak empatii

Dramat kolejnej matki rozegrał się w Szpitalu Miejskim im. Franciszka Raszei w Poznaniu. Kobieta napisała, że pomimo dobrego wyposażenia sali porodowej nie czuła się ani trochę komfortowo. Panowałwszechobecny brak empatii. Gdy zaczęła rodzić w bólach, podjęto decyzję o porodzie ze wspomaganiem. Przewieziono ją do sali zabiegowej, gdzie otrzymała leki nasenne. Kobieta do dzisiaj pamięta słowa anestezjologa:„jak wieloryby rodzą, to ciężko znieczulać.”

Udostępnij

Byłam tak porozrywana, że szyto mnie godzinę. Pan Doktor, który dzielnie podjął się zadania, ukuł się igłą w palec. Kiedy poinformowano go, że istnieje u mnie podejrzenie żółtaczki zakaźnej ostro się wkurzył. Przeklinał na cały świat,a mnie nazwał kurwą. Usłyszeć od mężczyzny takie słowa w takiej pozycji, to niewyobrażalny cios.Czułam każde wbicie się igły i każde pociągnięcie nici chirurgicznej. Z zegarmistrzowską precyzją mogłam oszacować, czy nitka jest „na początku” czy „na końcu” drogi. I kiedy nastąpi kolejne wkłucie – wyznała kobieta, która rodziła w Ginekologiczno-Położniczym Szpitalu Klinicznym Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

Równie dramatyczne doświadczenia związane z tą placówką miała inna matka.

Po dwóch dobach bólu na porodówce podjęto decyzję: kleszcze. Na cesarkę jak zwykle było „za późno”. Wspomnieniebólu przy wydzieraniu dziecka metalowymi szczypcami z pomiędzy moich nóg wyparłam od razu jak zobaczyłam, że mała żyje. Mogłabym wymieniać litanię nieprawidłowości ze strony personelu – z zawodu jestem prawnikiem, ale byłam w totalnej rozsypce. Wróciłam do domu, a po kilku dniach dostałam 40 stopniowej gorączki. Okazało się, że mamostre zapalenie macicy. Pamiętam, że co chwilę zaglądano mi w krocze. Straszono mówiąc: – Szwy się nie goją,krocze się Pani rozejdzie. Nikt się nie patyczkował,oglądano moje cycki, sprawdzano laktację, studenci uczyli się na mnie zakładać wenflon. Z resztek godności obdarto mnie na koniec. Przed wypisem pielęgniarka zaprowadziła mnie do gabinetu lekarza na badanie. W obecności kilkunastu studentów. Nikt nie spytał: czy wyrażam zgodę…

Udostępnij

Bezsilność

Ostatni przytoczony listnapisał ojciec, dla którego poród żony był równie bolesny. Wszystko odbywało się w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Po kilku próbach poczęcia wreszcie im się udało – kobieta zaszła w ciążę bliźniaczą. W 33 tygodniu ze względu narozwarcie szyjki macicy kobieta trafiła na patologię ciąży CZMP. Mąż bardzo źle wspomina sposób, w jaki personel medyczny traktował tamtejsze pacjentki. Kierujący oddziałem doktorbadał ciężarne z patyczkiem w dłoni z odległości metra w kompletnej ciszy. O czwartej nad ranem, po długiej i bolesnej walce na świat przyszli dwaj bliźniacy. Świeżo upieczoną matkępolewano wodą z czajnika, co rzekomo miało przynieść jej ulgę w trakcie zszywania krocza. Zdenerwowany ojciec nie wytrzymał. Poszedł do gabinetu lekarza i przytwierdził go do ściany.

Módl się Ty sk*****ynie, żeby dzieciaki przeżyły, bo jako lekarz nie zrobiłeś nic.

Zdjęcia użyte w artykule mają wyłącznie charakter poglądowy