Zeznała, że nieznany mężczyzna śledził ją w czasie spaceru, następnie ogłuszył i uprowadził jej 6-miesięczną córeczkę z wózka

Od razu rozpoczęło się śledztwo, w trakcie którego okazało się, że Katarzyna W. kłamała i dopuściła się zbrodni, która zapisała się na kartach polskiej kryminalistyki, jako wyrachowana i okrutna.

Udostępnij

Matka udusiła córeczkę, a jej ciało zakopała w parku w swoim rodzinnym mieście

Długie miesiące trwało to, aby dojść do tego, jak to się stało, czy ktoś inny brał w tej zbrodni udział i czy Katarzyna W. zrobiła to z premedytacją.W 2014 roku sąd skazał kobietą na 25 lat pozbawienia wolności. Wyrok odsiaduje w zakładzie karnym w Krzywańcu.

Tajemnicze zniknięcie

Na miejscu zbrodni pierwszy pojawił się wówczas Marek G. Policjant brał udział w śledztwie, mając dostęp do wszystkich, nawet tych najbardziej tajnych dokumentów.Sześć miesięcy po rzekomym uprowadzeniu Madzi, nagle zaginęła żona policjanta. Mężczyzna zeznał, że na pewno uciekła do Niemiec, zostawiając ich wspólne dziecko.

Udostępnij


Prawda okazuje się bardziej okrutna niż może się wydawać

W tej chwili w sądzie okręgowym w Katowicach dobiega końca proces wspomnianego policjanta, który oskarżony jest o zabójstwo swojej żony. Prokurator, Zbigniew Jamroży, jest zdania, żeMarek G. głęboko zainspirował się historią Katarzyny W. i rzekomym porwaniem. Wielu uważa, że zabił żonę, bo przeszkadzała mu w spotkaniach z kochanką.

Oskarżyciel jest zdania, że Marek pragnął zacząć noweżycie, ale nie wiedział, co zrobić z partnerką, która przeszkadzała mu w drodze do szczęścia. Pomyślał, że zainspirowanie się Katarzyną W. będzie rozwiązaniem, które „oswobodzi” go z łańcucha małżeńskiego.

Popełnił jednak błąd

Wszystko najprawdopodobniej by się udało, gdyby nie wpadka policjanta. Chciał jeszcze bardziej uprawdopodobnić tragiczną historię i pocztą wysłał list z telefonem komórkowym ofiary do hotelu w Monachium. Chciał tym samym przerzucić ciężar z Polski i już całkowicie oczyścić się z zarzutów. Niestety to go pogrążyło.

Jego plan nie doszedł do skutku, ponieważ pomylił się w adresie hotelu i paczka z powrotem została odesłana do Polski

Mężczyzna nie odebrał jej z placówki i przeleżała ona 12 miesięcy na poczcie, a po tym czasie przekazano ją policji. To okazało się być kluczowym dowodem, pogrążającym policjanta. Kuriozalne w tym wszystkim jest to, że Marek G. nie przyznał się do winy, a zwłok Anny nigdy nie znaleziono. Przyjaciele i najbliżsi nie mają jednak wątpliwości, że kobieta nie zostawiłaby córki i nie opuściłaby domu.

Moja córka nigdy by nie uciekła bez dziecka

Mężczyźnie grozi 25 lat pozbawienia wolności. Jeśli ciało Anny się znajdzie, kara może wzrosnąć do dożywocia