To on po 4 dniach wydobył z wody ciało Zuzi. – Wspomnienie twarzy tej dziewczynki nie daje mi spać – mówi ratownik.

W ubiegły wtorek. Anna i Damian K. z Sulmierzyc (wielkopolskie) z czworgiem dzieci 2-letnim Adasiem, Zuzią, Kamilem rozłożyli się na plaży w Darłówku. Tuż przy falochronie, w miejscu oznaczonym jako Czarny Punkt. Oznacza on całkowity zakaz kąpieli w tym miejscu. Mocno wiało. Fale sięgały półtora metra. Kacper, Kamil i Zuzia poszli do wody a pani Anna z najmłodszym Adasiem do toalety. Kiedy wróciła, starszych dzieci nie było... Ratownicy ruszyli na poszukiwanie.

– Fala wywracała nam skutery i pontony. Nurkowie musieli trzymać się betonowych bloków, by prąd nie wciągnął ich w morze – opowiada Andrzej Stępowski. Udało się wyciągnąć Kacpra. Niestety chłopiec po kilku godzinach zmarł w szpitalu. W środę ustał sztorm i ratownicy wznowili poszukiwanie Kamila i Zuzi.

– To była najdłuższa i najcięższa akcja, w jakiej brałem udział. Przez kilkanaście godzin dziennie ja i kilkudziesięciu moich kolegów przeszukiwaliśmy każdy zakamarek wybrzeża na odcinku 20 km – opowiada Andrzej Stępowski.

W piątek około 1200 metrów do wejścia do portu w Darłowie pasażerowie statku wycieczkowego wypatrzyli ciało Zuzi.

– Gdy podpłynęliśmy skuterem, unosiła się na wodzie plecami do góry. Wyciągnąłem ją. Woda bardzo zmieniła jej twarz. Ten straszny obraz teraz nawiedza mnie po nocy. Żeby go odpędzić, odszukałem w internecie jej zdjęcie za życia. Trochę pomogło, ale nie do końca – mówi ze smutkiem pan Andrzej.

W sobotę po wschodniej stronie portu ratownicy znaleźli ciało Kamila. Zniósł go tam prąd morski.

– Pracuję jako ratownik 36-lat. Widziałem wielu ludzi, którym woda odebrała życie. Jednak inaczej patrzy się na dorosłego a inaczej na śmierć dzieci, a później na rozpacz ich rodziców. Do tego nie można się przyzwyczaić – kończy ratownik.