Plaża w Sopocie. Czterolatka chodzi zapłakana wzdłuż brzegu. Woła mamę, ale nikogo wokół niej nie ma. Turyści prowadza ja do ratowników. Dziewczynka ma na nadgarstku opaskę z numerem telefonu do mamy. Ratownik prawie 20 minut nie może się dodzwonić do kobiety. Numer jest zajęty. Gdy matka dziewczynki w końcu odbiera, tłumaczy, że musiała zamówić strzyżenie dla dwóch piesków i tylko na chwilę zostawiła córkę.

Darłówko. Na plaży czerwona flaga. Całkowity zakaz kąpieli. Wysoka fala i prąd wsteczny. Sześciolatek z dmuchaną foką nie może wyjść z wody. Morze wciąga go coraz głębiej. Ratownicy wyciągają dziecko. Rodzice leżą na kocu kilkanaście metrów od brzegu. Oboje zajęci swoimi telefonami.

Takich historii ratownicy mają setki. I zgodnie przyznają, że gdy na plaży zgubi się dziecko, jego opiekunowie są zajęci komórkami. – Zazwyczaj tłumaczą, że zostawili dziecko tylko na chwilę, bo mieli pilny telefon, albo że mają podzielną uwagę i wszystko kontrolowali. Gdy odpowiadam, że przecież szukaliśmy ich z dzieckiem pół godziny, są w szoku – mówi Marek Jurkiewicz, ratownik z letnim doświadczeniem.

I dodaje: - Powtarzamy rodzicom, żeby zostawiali telefony w domu. Albo przynajmniej nie korzystali z nich na plaży, ale pukają się w głowę i jeszcze wyzywają nas, że nie będziemy im czasu organizować. Gdy powiedziałem jednej z mam, której córka się zgubiła, że już trzy takie dziewczynki wyciągałem martwe z wody, chciała mnie uderzyć.

- Ludzie, którzy przyjeżdżają nad morze rozum i wyobraźnię chyba zostawiają w domu. Apelujemy do nich, żeby zwracali większą uwagę na dzieci. Ale wtedy rodzice zarzucają nam, że widocznie lubimy się przyglądać dzieciom i dlatego tak za nimi biegamy – mówi szef ratowników z Darłówka.

Podobny problem z używaniem telefonów komórkowych przez rodziców zaobserwowano w Niemczech. Tamtejsze Stowarzyszenie Ratowników, skupiające 40 tysięcy członków, wystosowało specjalny apel do rodziców: "Gdy twoje dziecko lub wnuczek jest w wodzie, odłóż swój telefon". Ratownicy z Niemiec zaobserwowali, że w sytuacjach, gdy ratują dziecko z wody, jego opiekunowie są zazwyczaj zajęci telefonem i nie widzą, co się dzieje.