Ostatnie chwile życia Kory

Kiedy zaczęłam się nią zajmować, Kora jeszcze chodziła. Ale z dnia na dzień było coraz gorzej. W końcu pierwszy raz powiedziałam bliskim: „Słuchajcie, usiądźmy przy niej, bo jest źle”. Chwyciliśmy się za ręce, zaczęła niemiarowo oddychać. Wtedy siostra mówi do niej (Anna „Hania” Kubczak – red.): „Korunia, proszę, nie zostawiaj mnie”. I w tym momencie ona nagle się jakby otrząsnęła. Żyła jeszcze pięć dni. Wyszłyśmy potem z „Hanią” na zewnątrz. Powiedziałam jej:„Proszę cię, nie rób więcej takich rzeczy. Ja wiem, że bardzo ją kochasz i chciałabyś ją zachować, ale nie można człowiekowi przerywać śmierci. Bo jak tak mówisz, ona się miota pomiędzy. Jest po prostu rozbita” – mówi Magdalena Klorek, opiekunka Kory w wywiadzie dla Gazety Wyborczej

UdostępnijFacebook

Mimo potwornego bólu, Kora wciąż przejawiała poczucie humoru

W ostatnich chwilach życia wokalistkinie zabrakło również miejsca na weselsze momenty, do których za życia przyzwyczaiła nas sama artystka. Opiekunka wspomina, żepewnego dnia Kora uparła się i chciała zrobić porządki w szafie, choć nie powinna schodzić po schodach. Nie dała sobie jednak tego wytłumaczyć, co zbulwersowało Klorek.

Jak się wypier… lisz, to ja wylecę z roboty! – powiedziała


Co na to Kora?

To co robimy? Manikiur? No dobrze

UdostępnijFacebook

„Rak nie jest sielanką”

Mimo potwornego bólu artystka próbowała cieszyć się życiem do ostatnich jego chwil, które podsumował również Kamil Sipowicz.

Teraz jest taka tendencja, żeby pokazywać nowotwór w pozytywnym świetle. Kora walczyła dzielnie. To była droga hiobowa… (…) rak w ostatniej fazie to naprawdę nie jest sielanką. Ukułem też takie hasło: „Hospicjum spotka cię prędzej, niż myślisz”

Przypomnijmy, że Kora zmarła 28 lipca o godz. 5.30 rano. Był to poranek tuż po pięknym zaćmieniu Księżyca.