Usłyszała takie słowa od obcej kobiety na plaży, że aż się rozpłakała…

Udostępnij

Wyjazd na wakacje do Kołobrzegu to zawsze była dla nas wyprawa. Z Krakowa to jest kawałek drogi, ale nas to nie przerażało i zawsze z wielką chęcią i radością wybieraliśmy się nad polskie morze. Niestety w tym roku byliśmy nieco rozgoryczeni kilkoma rzeczami, ale tylko jedna zapadła mi głęboko w pamięć.

Nie będę opowiadać o drodze, która trwała kilka godzin, ale już o samym opalaniu i plażowaniu, które okazało się być dla mnie w tym roku horrorem. To były nasze pierwsze wakacje z synkiem, bo ostatni raz odpoczywaliśmy przed moją ciążą, czyli dobrych kilka lat temu. Obiecałam sobie, że gdy Jaś skończy dwa latka i trochę sobie odłożymy, to na pewno gdzieś pojedziemy.

Zacznijmy może od tego, że z malutkim dzieckiem bardzo ciężko było znaleźć miejsce na tyle ustronne, aby syn mógł się swobodnie bawić, ale i na tyle zaludnione, aby mógł spotkać dzieci w swoim wieku. Wiem, to brzmi jak misja na Marsa ????

Wydawało mi się, że takie miejsce znaleźliśmy! Obok nas tylko cztery parawany i dużo wolnego miejsca. Jasiu szybko zakolegował się z małym Robciem i razem stawiali babki z piasku. Umówiłam się tak z jego mamą, że raz ja doglądam ich zabawy, a drugi raz ona. Dzięki temu jedna z nas mogła się opalać, w momencie gdy druga pilnowała dzieci.

Już myślałam, że to będzie idealne popołudnie, gdy nagle usłyszałam pretensjonalny krzyk dochodzący z parawanu oddalonego o kilka metrów od nas.

„Na litość boską, jak tak można?! To nie jest prywatna plaża! Przecież tutaj wszyscy przychodzą. Jak ja miałam małe dziecko i byłam na plaży, to w życiu takiego czegoś nie robiłam. Pani syn nie jest pępkiem świata. Niech się pani trochę zastanowi!”

No mnie szczerze mówiąc wcięło, bo nie spodziewałam się, że komukolwiek, a zwłaszcza matce, może przeszkadzać to, że małe dziecko biega po plaży bez majtek. Wydaje mi się, że jedyną osobą, której mogłoby to przeszkadzać, jest mój syn. Przez kilka minut nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć tej kobiecie, ale ona z pewnością siebie dalej brnęła w tym temacie.

„No oczywiście, że nawet pani nie zareaguje. Widać, że to jakaś patologia z południa Polski. Przyjeżdżają tylko i piwska piją, a normalni ludzie już nie mają gdzie odpoczywać. Jak się nie umie dostosować do reszty to się powinno w domu siedzieć. Tak tylko Polacy potrafią. Aż wstyd w innych krajach się przyznać że się z Polski pochodzi”

Wiecie co ja głupia zrobiłam? Zwyczajnie się rozpłakałam, bo nie miałam siły ani pomysłu na to, co ja mogłabym odpowiedzieć. Mojego męża akurat nie było, bo poszedł po lody, ale może to i lepiej, bo gdyby to usłyszał, to mógłby wpaść w niemały szał. Jakim prawem ktoś mówi mi, że jestem patologią i że powinnam siedzieć w domu?! Na jakiej podstawie wysnuwać wnioski, że mi się coś nie należy?!

Nie zareagowałam, bo nie wiedziałam nawet, co mam powiedzieć. I tak uważam, że ta kobieta niczego by nie zrozumiała tylko dalej tkwiłaby w swoich przekonaniach i racjach. Zrobiło mi się tylko przykro, bo odkładaliśmy pieniądze na te wakacje, licząc, że Jasiu zobaczy po raz pierwszy morze i będzie szczęśliwy i razem spędzimy rodzinny i pełen ciepła wyjazd. Jeśli mam być szczera, po takim popołudniu i takich słowach, miałam ochotę spakować się i wrócić do domu.

Oczywiście tego nie zrobiłam, a przez kolejne dni ubierałam Jasiowi kąpielówki, przez co dodatkowo powstała kłótnia między mną, a mężem, bo on nie chciał, abym robiła tak, jak oczekują tego ode mnie inni ludzie. Ja po prostu nie chciałam problemów i tyle. Chciałam tylko miło spędzić ten czas… Nic poza tym…

Udostępnij

Czy waszym zdaniem pani Ania przesadziła? Czy powinna założyć dziecku majteczki? Dajcie znać jakie jest wasze zdanie w tej sprawie