O tym, jak miał wyglądać jej cudowny dzień opowiedziała Iza. Niestety, nie wszystko wyszło tak jakby się tego spodziewała

Udostępnij

Gdy poszliśmy na nauki małżeńskie z moim narzeczonym, ksiądz od razu wydawał mi się dziwny. W bardzo dosadny sposób opowiadał o tym, jak ma wyglądać małżeństwo i ile najlepiej powinno się mieć dzieci. Zaskoczyło mnie to, ponieważ nigdy nie pomyślałabym, że duchowny może zaglądać komukolwiek do łóżka, ale pomyślałam sobie, że muszę przebrnąć przez te nauki i jeszcze tylko raz będę go widziała w kościele.

Kilka tygodni przed ślubem zapytałam się naszego księdza, co można a czego nie powinniśmy robić w czasie zaślubin – chodziło mi o to, co można dodać do kościoła, jakie dodatki etc. Ksiądz zgodził się na dekoracje wzdłuż ławek, biały dywan, który mieliśmy tego dnia rozłożyć oraz na kwiaty tuż przy ołtarzu.Nie wspomnieliśmy wówczas o istotnej kwestii, która podczas naszego ślubu okazała się kluczowa.

Przysięga została wypowiedziana, msza się skończyła i trzeba było wyjść z kościoła. Moi znajomi totalnie nas zaskoczyli, gdy wysypali nam na głowy ryż i drobniaki.

Gdy razem z mężem zbierałam te drobnostki, przyszedł koło nas ksiądz machający głową. Tak coś czułam, że nie spodoba mu się to, że przed kościołem jest ryż, ale uznałam, że kościelny jest od tego, aby to posprzątać. Zresztą wydaje mi się, że większość par decyduję się na taki krok.

Wyobraźcie sobie, jakie było moje zaskoczenie, gdy dosłownie po pięciu minutach pojawił się ksiądz ze szczotką i szufelką i wręczył nam te dwa gadżety, abyśmy posprzątali po tym, co zrobili nasi goście… Jak on sobie to wyobrażał, że ja w białej sukience mam zabierać się za sprzątanie?

Mój dopiero co poślubiony mąż wpadł w dziki szał i poszedł na zakrystię, wręczając księdzu zmiotkę i szufelkę. Powiedział, że nikt z nas tego nie posprząta, ponieważ dziś jest nasz dzień, a jeśli jemu to przeszkadza to mógł powiedzieć wcześniej. Wiecie, co powiedział na to wszystko ksiądz?

„Nie zasługujecie na to, aby brać ślub kościelny i gdyby tylko można było to przewidzieć, to nigdy by Wam go nie udzielił”

Ja oczywiście się popłakałam i z rozmazanym makijażem jechałam na salę. Moja świadkowa mnie pocieszała, mówiąc, że nic takiego się nie stało. A ja się bardzo bałam, że ludzie to zauważą, co się stało i będą mówić o tym niepotrzebnie jeszcze przez długie miesiące.

Jednak wystarczyło tylko parę minut, aby sytuacja się całkowicie rozluźniła i nie było już śladu po nerwowej sytuacji spod kościoła. Emocje opadły, ale ja wiem jedno – nie zostawię tego tak i na pewno zgłoszę zachowanie księdza. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby się to kiedykolwiek powtórzyć. A jakby tego wszystkiego było mało, jeden z ministrantów, w momencie, gdy my jeszcze nie wyszliśmy z kościoła, zaczął zwijać dywan… Ręce opadają na to, co tam się wydarzyło. Przecież za ślub się płaci. Nikt nie wykonuje tego z potrzeby serca za darmo. My się przygotowaliśmy do tego dnia nie tylko duchowo i mentalnie, ale i finansowo. Wywiązaliśmy się z tego, co nam kazano wykonać, a ksiądz wyskoczył z czymś takim. Jestem ciekawa, czy tylko zrobił tak u nas, bo może nie przypadliśmy mu do gustu, czy to jego „popisowy” pokaz, którym zaskakuje nowożeńców, aby wyprowadzić ich z równowagi

Jedno jest pewne – Iza zapamięta swój ślub na długo. Czy Waszym zdaniem ksiądz przesadził? Może mógł poprosić świadków, aby zostali chwilę dłużej po uroczystości i zajęli się sprzątnięciem ryżu?