Odkąd mieszka w domu opieki blisko Łodzi, nie musi już martwić się o siebie - ma od tego pracowników placówki. Bronił się przed przeprowadzką, ale zmusiło go do niej życie.

- Nie jestem samodzielny, trzeba się mną opiekować, a w Warszawie nie mam nikogo, kto by się tego mógł podjąć. Mój syn z rodziną mieszka w Łodzi - smutno mówił tygodnikowi "Świat i Ludzie" Roman Kłosowski.

Decyzja o przeprowadzce do domu opieki nastąpiła tuż po świętach wielkanocnych. Zaprzyjaźniona sąsiadka, która opiekowała się aktorem, przeszła rozległy udar. Cierpiący na problemy ze wzrokiem Roman Kłosowski został wówczas bez opieki. Nie miał nikogo, kto mógłby się nim opiekować. Codzienne obowiązki okazały się dla niego nie lada wyzwaniem...

- Ciężko mi było samemu i podjęliśmy decyzję o przeniesieniu do domu opieki. Coraz bardziej brakuje mi sił, mam już tyle chorób, do tego kłopoty z poruszaniem się. Starość to nie jest bajka. Muszę mieć zapewnioną opiekę medyczną, miejsce i sprzęt do rehabilitacji. Co było robić, spakowaliśmy rzeczy, opuściłem mój ukochany dom - tłumaczył Super Expressowi.

Aktor na stałe mieszka teraz w domu opieki 20 km od Łodzi. Decyzja nie była łatwa. Ale wraz z synem i synową, postanowili, że na ten moment tak będzie najrozsądniej.

- Mogłem iść do Skolimowa, gdzie mam wielu kolegów, ale tutaj mam bliżej do dzieci, bo to niedaleko Łodzi, gdzie mieszkają. Teraz częściej mnie odwiedzają - mówił dalej w rozmowie z tabloidem.

Kłosowski, dzięki przeprowadzce, ma szansę częściej widywać się z rodziną, która mieszka niedaleko. Jednak aktor nie przestaje wierzyć, że kiedyś jeszcze wróci do swojego mieszkania w Warszawie.

- Ktoś musiałby ze mną zamieszkać, a nie ma takiej osoby. W tym mieszkaniu jest całe moje życie. Nigdzie nie byłem tak szczęśliwy - wyznał z żalem.